Zabytkowy ogród dworski

Życie ogrodu

Ogród dworski został wpisany do rejestru zabytków w 1987 roku, co jednak nie uchroniło go przed postępującą dewastacją. Okazałe drzewa, w tym chroniącą od zachodnich wiatrów aleję jesionową biegnącą od górnej drogi (obecnie powiatowej) do drogi dolnej (obecnie gminnej) w większości wycięto i drewno sprzedano — jakże praktycznie — na parkiety. Podobny los spotkał inne nasadzenia pamiętające jeszcze czułą rękę sadzącej je Aleksandry Sczanieckiej. Na szczęście nie ogołocono ogrodu doszczętnie, co pozwoliło nam na podjęcie natychmiastowych działań w celu zwiększenia ich ochrony i rozbudzenia świadomości, czym jest i czym może być zabytkowa zieleń.

Zaprosiliśmy dzieci ze szkoły podstawowej w Kwiatonowicach do udziału w dwóch projektach edukacyjnych: nadaniu rangi pomników przyrody dziewięciu drzewom (2003) oraz wytyczeniu w ogrodzie ścieżki edukacyjnej, co zostało opisane w publikacji Parki i ogrody województwa małopolskiego (2007) http://www.parki.org.pl. Status pomników przyrody otrzymało dziewięć drzew: lipa drobnolistna, katalpa, jesion wyniosły — odmiana zwisła, sześć grabów stanowiących tzw. zieloną altanę (inaczej: chłodnik — charakterystyczny dla ogrodów dworskich element architektury ogrodowej). Obecnie na terenie naszego ogrodu rośnie dziesięć drzew pomnikowych (jedno drzewo pomnikowe, jesion wyniosły „Marcin” zastaliśmy), co stanowi — o ironio losu, wszak są tu wielkie parki dworskie! — największe skupisko drzew pomnikowych w powiecie gorlickim.

Od 2011 roku bierzemy udział w Festiwalu „Święto Ogrodów” http://www.swietoogrodow.pl, wspólnej inicjatywie Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, Stowarzyszenia „Ogrody Sztuki” i Klubu Muzyki Współczesnej „Malwa”. Otwarciu ogrodu dla zwiedzających towarzyszą koncerty, wystawy, prezentacje multimedialne, kiermasze, wymiany roślin. Wydarzenie to cieszy się dużym zainteresowaniem, nie tylko mieszkańców powiatu gorlickiego. W 2015 r. ogród odwiedzili goście m.in. z Tarnowa, Krakowa, Narola, Katowic, Lublina, Poznania. http://www.rtvg.pl/archiwum?f=4191&data=2015-06-15 W 2017 r. kolejną odsłonę Festiwalu zaplanowaliśmy na sobotę 10 czerwca.

Od 2008 roku w sezonie letnim (15 maja–15 września) nasz ogród można zwiedzać po wcześniejszym uzgodnieniu telefonicznym. Zapraszamy!

 

Drzewo jest mocą

Drzewa–bogowie

Zrozumieć otaczający świat i jego kosmiczne siły, oswoić go, zyskać przychylność, zaprzyjaźnić się — to odwieczne marzenie człowieka. A świat to przecież gwiazdy, góry, rzeki. I drzewa.

Czy mają duszę, wrażliwość, czy cierpią? — zadawali sobie być może pytanie starożytni Grecy i Rzymianie, Słowianie, Celtowie. Wiarę w magiczną moc drzew i ich związki z życiem ludzi odnajdujemy w religii, literaturze i sztuce całego świata. Oto majestatyczny dąb, król królów, swym cieniem chroniący niejedno domostwo, jest może — któż to wie — potomkiem dębów poświęconych Zeusowi, bogowi bogów. Oto kojąca i słodka lipa — radość pszczół i trzmieli. Wyborny miód z lipy tak smakował ludziom w średniowieczu, że drzewa te były pod ochroną i obowiązywał całkowity zakaz ich ścinania. Spójrzmy i na jesion — jedno ze świętych drzew. Groźny, bo ściągający pioruny, ale jednocześnie ceniony za swą leczniczą moc i mocny, elastyczny materiał budulcowy.

I dzisiaj lubimy wierzyć w moc drzew, korzystamy z ich leczniczych właściwości, drewna, kwiatów i owoców, ale już nie otaczamy ich czcią. Przeciwnie, chętnie by je każdy ściął: to taka przyjemność dla Polaka zniszczyć stare drzewo, jak napisał Jarosław Iwaszkiewicz.

Drzewa–świadkowie

W Kwiatonowicach wokół dworu właściwie nie ma parku, nie było ogrodu, choć… jest on wpisany do rejestru zabytków. Skoro jednak, jak pisała 200 lat temu Izabela Czartoryska: ogrodem stać się może każde miejsce, każda wioska, każdy folwark, najmniejszy kątek, wystarczy, że pamięć tego ogrodu ocalała. I jego resztki — kilkanaście wiekowych drzew, w tym egzotyczna katalpa, inaczej surmia, jesiony, modrzewie, brzozy, graby, lipa. Do tego stare, rozrośnięte krzewy lilaków, leszczyn, dorodny orzech włoski, wielkie jabłonie. Dzięki nim ten ogród nie jest metaforą — bardziej jest zadaniem pochłaniającym bez reszty, jak ta ziemia, która ze wszystkiego czyni użytek.

Jest zadaniem i jest wyzwaniem — co uda się odtworzyć w dawnego założenia, które, prawdę mówiąc, nigdy specjalnym założeniem nie było. Zbyt biedny był to dwór, zbyt bogata i hojna przyroda wokół. Na zdjęciach z lat dwudziestych XX wieku widać dużą kępę potężnych drzew, widać wypielęgnowany ogród ozdobny i okazały sad. Na szczęście część drzew przetrwała. Prawdziwe to błogosławieństwo dla domu — trudno o bardziej żałosny widok niż stary dwór (lub jego współczesna wersja, zwana nie bez przyczyny dworkiem-potworkiem) stojący na ugorze, pozbawiony naturalnej osłony. Z krzewów, drzew owocowych i bylin łatwiej budować od nowa, mając trzon ogrodu — stare drzewa. Łatwiej też doczekać owoców swej pracy. Ponoć jednak każdy powinien posadzić drzewo, w cieniu którego nie będzie siedzieć. Więc i nas, gdy tylko zaczęliśmy porządkować teren, ogarnęła przemożna ochota, by zasadzić własne drzewo. Porządkować teren? Toż to było po prostu wielkie sprzątanie. Litościwa ziemia przyjmowała latami szkło i metal, beton i folie. Wytrzymała. Gorzej z nami — za Boyem, powtarzaliśmy najgorsze wyrazy po kilka razy… Ale jak zwykle, może w nagrodę, czekały na nas niespodzianki — te tajemnice dworu, do których się odwołuję. Ziemia odsłoniła resztki pięknych kafli piecowych — drobno potłuczonymi utwardzano drogę (czyżby ku świetlanej przyszłości?), przeżarty korozją bagnet, ślad stacjonowania na wzgórzu wojsk rosyjskich podczas bitwy gorlickiej w maju 1915 roku. Czy żołnierz, do którego należał, pozostawiając bagnet, sam pozostał w tym miejscu? Dobra i cierpliwa ziemia oddała setki potłuczonych skorup powojennego z pewnością, siermiężnego fajansu, ale oddała też fragmenty porcelanowych naczyń sygnowanych znakami znanych europejskich wytwórni. Dziękujemy ci, dobry Boże, że nie popękały nam w rękach, odnajdywane wśród kłębowiska zdziczałych krzewów, słoiki z tajemniczą mazistą zawartością — do dziś jesteśmy zadowoleni, że jej nie poznaliśmy.

Cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa

Po generalnych porządkach przyszedł czas na chwile wzruszenia. Posadziliśmy dąb, platan, grujecznik, miłorząb, kilkanaście lip. W darze od gorlickiego pasjonata i znawcy dostaliśmy kolejne — tulipanowiec i bożodrzew. Mieliśmy już w ogrodzie jeden pomnik przyrody, jesion wyniosły, któremu dzieci z kwiatonowickiej szkoły nadały imię Marcin. Rozpoczęliśmy starania o uznanie za pomniki innych drzew, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo jest to działanie pod prąd powszechnie panującym obyczajom. Długotrwała procedura, wizyty konserwatora zieleni, pomiary, ekspertyzy, wnioski do wysokich władz, zdjęcia, wreszcie — wieńczące proces — rozporządzenie wojewody. Nasze drzewa z właściwą im cierpliwością i obojętnością znosiły nagłe zainteresowanie. Aż wreszcie przyszedł ten dzień — ciepły, słoneczny, wrześniowy. Na czterech drzewach zawisły tabliczki z orłami, trzy z nich to okazy indywidualne — lipa drobnolistna, katalpa i płacząca odmiana jesionu wyniosłego; czwartym „orłem” uhonorowano zespół sześciu grabów, tzw. „gabinet grabowy” tworzący zieloną altanę, czyli chłodnik, inaczej zwany ciennikiem lub chłodnicą. Pisał o nim Zygmunt Gloger w „Encyklopedii staropolskiej”: Z lip to, z grabiny lub pnących się na kratki z łat roślin, tj. chmielu, powoju i wina, robiono chłodniki. W Polsce tę formę ogrodowej kompozycji wprowadzili w XII wieku mnisi, być może cystersi. Chłodnik lipowy unieśmiertelnił Jan Kochanowski. Długa jest pamięć naszego ogrodu, choć on sam narodził się w wieku osiemnastym.

Taka cisza w ogrodzie, że się jej nie oprze żaden szelest, co chętnie taje w niej i ginie…

Te piękne Leśmianowskie strofy nachodzą nas w niedzielne popołudnia, kiedy zatopieni w leżakach czytamy albo drzemiemy na patio. Ach, to patio! Fragment ogrodu, który uległ największemu bodaj przeobrażeniu. Trudno uwierzyć, że jeszcze niedawno był to zalany betonem ponury kąt z łazienką w przybudówce i olbrzymimi szambami. Pamiątka po szkole i spółdzielni. Odnalazłszy na archiwalnych fotografiach miejsce, w którym przed drugą wojną światową rosła brzoza, posadziliśmy ją powtórnie, tym razem odmianę płaczącą, rozłożystą koroną otulającą patio od wschodu. A potem zaczęliśmy tworzyć otaczające patio rabaty. W czerwcu 2008 roku w gronie przyjaciół uroczyście odsłoniliśmy secesyjną rzeźbę Karola Homolacsa (dziękujemy Ci za nią Matyldo!), z tych samych węgierskich Homolacsów, niegdyś właścicieli Zakopanego, którzy przynieśli popularność na Podhalu urodzonemu w kwiatonowickim dworze Adolfowi Tetmajerowi, obrońcy górali w ich procesie przeciwko tej zamożnej rodzinie. Pikanterii opowieści dodaje fakt, że sam Adolf kupił majątek w Ludźmierzu od… Klementyny Homolacsowej. Tak zazębiają się koła i kółeczka historii.

Zakorzenieni

Jak napisał Antoine de Saint-Exupéry Śmierć ogrodnika w niczym nie zagraża drzewu. Ale jeśli drzewo będzie zagrożone, ogrodnik umiera dwukrotnie. Może to i nieco egzaltowane, mamy jednak nadzieję, że ludzie, którzy wspięli się na kwiatonowickie wzgórze, by odwiedzić ogród dworski są grupą wybrańców doskonale rozumiejących to przesłanie. I równie dobrze rozumieją, że odnaleźliśmy z naszymi drzewami pewną wspólną cechę — one od wieków, my od niedawna, czujemy się mocno wczepieni w tę glebę, zapuściliśmy korzenie i nie chcemy zostać wyrwani.

dwor
polski