Historia i współczesność

Historia

Witajcie w Kwiatonowicach! W Polsce istnieje tylko jedna wieś o takiej nazwie. Nasza!

Kwiatonowice pojawiają się w źródłach pisanych w XIV wieku. Przez lata należały do tynieckich benedyktynów. W 1367 roku otrzymały od króla Kazimierza Wielkiego prawo magdeburskie. W latach dziewięćdziesiątych XVIII wieku, kiedy Tyniec utracił wiele swoich posiadłości (ostateczne rozwiązanie opactwa nastąpiło w 1816 roku), wieś kupił Antoni Neumanowski. Jego córka Marcyna wyszła za mąż za Karola Tetmajera, adwokata. W 1813 roku w Kwiatonowicach urodził się ich syn Adolf, powstaniec listopadowy, późniejszy ojciec Włodzimierza (malarza) i Kazimierza (poety) Tetmajerów. W drugiej połowie XIX wieku Kwiatonowice należały kolejno do Hermana Neumanowskiego, Róży Załęskiej, Ignacego Gumińskiego. W 1875 roku wieś kupił Kazimierz Sczaniecki (1837-1918). Rodzina Sczanieckich herbu Ossorya pochodziła z Wielkopolski, a jej gniazdem rodowym był Sczaniec w ziemi lubuskiej. Kazimierz Sczaniecki był uczestnikiem powstania styczniowego. W 1864 roku wyemigrował na cztery lata do Szwajcarii. Po powrocie, nie mogąc powrócić do Wielkopolski, osiadł w Galicji. Ożenił się z Aleksandrą z Güntherów. Był m.in. członkiem Rady Powiatowej w Gorlicach, prezesem Wydziału Powiatowego, jednym z inicjatorów założenia gorlickiego szpitala. Kwiatonowice odziedziczył jego syn Stefan, który gospodarował w rodzinnym majątku do 1945 roku.

Po II wojnie światowej i parcelacji kwiatonowickiego majątku we dworze powstał Dom Opieki Społecznej dla dzieci, który po dwóch latach został zlikwidowany. W 1947 roku mieściła się tu ferma kurza, w latach sześćdziesiątych XX wieku — przedszkole, szkoła podstawowa i zawodowa szkoła rolnicza. W 1979 roku obiekt przejęła spółdzielnia produkcyjna „Kwiat”, która przeznaczyła dwór na pomieszczenia biurowe. Po jej upadku dwór został w 1995 roku wystawiony przez likwidatora na sprzedaż i dostał się w ręce prywatne. Pierwszy właściciel po pięciu latach, w styczniu 2000 roku, odsprzedał go nam. I tak spełnia się nasze przeznaczenie.

Współczesność

Była słoneczna wrześniowa sobota 1999 roku, gdy przyjechaliśmy tu po raz pierwszy. W Zagórzanach na rozwidleniu skręciliśmy w prawo, samochód na zredukowanym biegu piął się krętą drogą stromo pod górę. Najpierw zobaczyliśmy panoramę południową, ciągnącą się kilometrami, gdzieś od Bieszczad aż hen, po Pieniny, a może Tatry. Zachwyt został zwielokrotniony, gdy tuż poniżej kościoła wyłoniła się druga — na Pogórze Ciężkowickie. A więc Kwiatonowice leżą na dachu świata, przynajmniej tego pogórzańskiego!

Zrujnowany dwór w zrujnowanym parku — tak wyglądał w 2000 roku nasz nowy dom. Nigdy nie był okazałą siedzibą zamożnego ziemianina, prawdziwie pańską rezydencją otoczoną rozległym założeniem parkowym. Ot, pięknie położony, wpisany w pejzaż, otulony drzewami starszymi od niego i górujący nad wsią drewniano-murowany dworek kryty gontem, rosnący wraz z potrzebami zamieszkujących go kolejno rodzin. A jednak to tutaj znaleźliśmy miejsce nieustannie inspirujące. Jest w nim coś, co urzeka, czaruje. Widok gór o szarej godzinie, otulająca woń róż i maciejki, cisza niedzielnego popołudnia, gniazdo rudzików pod dachem ganku, wieczorny, bezszelestny lot puszczyka mieszkającego w dziupli starego jesionu, zapach skoszonej trawy.

Czy można chcieć więcej?

dwor
polski